Czy da się lubić Gotham, nie lubiąc Batmana?

Skończyły Ci się seriale Marvela na Netflixie/Showmaxie i zastanawiasz się nad serialami z Universum, za którym nie przepadasz? To w takim razie stoisz przed podobnym dylematem do mojego!

Łyknąłem wszystkie seriale Marvela, które byłyby w stanie mnie zainteresować tj.: Luke Cage, Jessica Jones, Defenders, Punisher, Runaway, Cloak&Dagger, nawet udało mi się zmęczyć Iron Fista (i za to poproszę lajka bo zmęczyć cały sezon, z czerstwą rolą Danny’ego Randa to jest coś!). Wiem brakuje Daredevila ale i do niego jakość nie mogę się na razie przekonać! I cóż począć po tej pustce wypełnionej brakiem dobrego serialu? A do 3 sezonu El Chapo jeszcze kilka dni!

Dużo znajomych fanów Batmana, Catwomen czyli stajni DC, namawiało do wzięcia na warsztat Gotham. Ale Gotham od dziecka kojarzy mi się z Batmanem, więc odwracając głowę kończyłem dyskusję nie zagłębiając się w fabułę samego serialu. Żeby nie było, obejrzałem kilka pełnometrażowych filmów z udziałem dzielnego nietoperka i jakoś mi nie podszedł jak  marchewkowy kubuś pod wódkę! Cóż nigdy nie lubiłem gogusiowatego Bruca Wayne

Dość jednak o moich prywatnych dywagacjach na temat nocnego mściciela, zarówno tego dorosłego jak i srajtka, przebywającego pod opieką Alfreda.

W jaki sposób mimo tak szczerej niechęci zabrałem się za Gotham? Mokra historia, niczym z romansidła klasy B, zaczęła się od deszczu. Pomimo połowy lipca, patrząc za okno mam wrażenie, że mamy bardzo wczesną jesień, kiedy to drzewa przygotowują się do zimowania, resztki letniego ciepła nadal unoszą się w powietrzu a za oknem leje! I tak właśnie zaczął się łikend ze skorumpowanym, przegniłym do szpiku kości miastem o nazwie Gotham.

Ofkors jakżeby inaczej mógł zacząć się serial o małym Batmanie i jego mieście jak nie historią, w której to zginęli jego rodzice a cała sprawa została zamieciona pod dywan. A sam Brusi odkrywa swoją prawdziwą sadomasochistyczną naturę i kończy w lateksowym wdzianku w jakimś seks klubie na przedmieściach. No może nie do końca tak było, chociaż wdzianko się zgadza patrząc na dalszy rozwój wydarzeń na przestrzeni lat.

Burce jednak nie jest główną gwiazdą serialu, tylko niejaki James Gordon, weteran wojenny, syn byłego prokuratora (chyba dobrze zapamiętałem) i człowiek chcący zniszczyć korupcję i rozpocząć nawet samemu krucjatę przeciw złym glinom, włodarzom Gotham i bossom mafijnym. Tymczasem jako partnera dostaję zepsutego i przesiąkniętego tanim burbonem Harvey’a Bullock’a, który wyspany, wymyty i na trzeźwo nie jest w stanie znieść tego miasta. Tak więc Gordon człowiek honorowy składa obietnicę małemu Batmanowi, że znajdzie prawdziwych zabójców Thomasa i Marthy Wayne, pomimo zamknięcia dochodzenia.

Mały Brusi, nie do końca ufając Gordonowi postanawia przyjąć indywidualny tok nauczania aby w między czasie móc, rozpracowywać przekręty w jego rodzinnej firmie. Na szczęście będzie pojawiał się dość sporadycznie w serialu i nie zdąży zniechęcić nam oglądania dalej.

James podejmując swą krucjatę napotyka wiele przeszkód na swej drodze, spotyka wiele ciekawych osobistości, które ROBIĄ TEN SERIAL! Tak nie boję się tego przyznać, łykając kolejne odcinki 1-go sezonu, jak młody pelikan ryby. Nie mogłem się doczekać kiedy na ekranie pojawi się Edward Nygma „Enigma”, chodzący geniusz, człowiek zagadka nie potrafiący odnaleźć się bez swojej pracy, z poczuciem humoru znanym tylko jemu. Brzmi znajomo? Im dalej brnąłem w Gotham tym bardziej byłem przekonany, że Nygma jest gothamowym, Sheldonem Cooperem! (tylko z lepszym gustem bo Kristen Kringle jest na prawdę niczego sobie) Ależ sam Nygma serialu nie zrobi a ciągłe uganianie się za zabójcami i zamykanie kolejnych ciężkich spraw z powodzeniem mogę obejrzeć w Ojcu Mateuszu.

Bo ile wart byłby ten serial gdyby nie knucie Oswalda Cobblepot’a, serialowego Pingwina. Pingwin chudy, blady człowiek z dysfunkcją chodzenia, przebijający się prężnie w mafijnym półświatku, z chłoptasia od parasola do kierownika klubu, po Fish Mooney. Pomimo zdobycia wysokiej pozycji, nadal mu mało i jego przebiegły umysł nie jest w stanie spocząć na laurach, szykując kolejne przetasowania w poukładanym świecie przestępczości zorganizowanej Gotham.

Po ukończeniu pierwszego sezonu Gotham, przyznaje iż jestem pozytywne zaskoczony tym co prezentuje serial, kreacją postaci (może poza Brucem i Fish, która działa mi na nerwy), niepewnością jak potoczą się dalsze losy bohaterów i mieszkańców Gotham tych dobrych i złych. Odpowiadając na pytanie tytułowe jak najbardziej można wciągnąć się w serial o mieście Batmana, nie lubiąc Batmana. Bo po prostu tu go nie znajdziemy. Być może w dalszych sezonach ale to jeszcze przede mną!

A tak BTW:

Ironman i genialnie wcielający się w rolę Tony’ego Stark’a, Robert Downey Jr. miażdzy system i samego gogusiowatego Batmana w moim mniemaniu. IRONMAN jest lepszy niż Batman! 🙂