Jak burgery zmieniają człowieka!

Zdecydowana większość społeczeństwa lubuje się w fast-food’ach w różnorakich knajpkach. Tak również jest z nami, mimo ogromu dań do wyboru na mieście upodobaliśmy sobie burgerki (no u Domana może to być jeszcze Ramen #burżuj) i to właśnie one najczęściej doprowadzają nas do śmiesznych, absurdalnych sytuacji.

Tak było i ze mną kiedy pojechałem na tego najpyszniejszego burgera jakiego Doman z Burzykiem mieli okazję jeść w życiu. Niby historia jak każda inna ale z tą było inaczej! Jak większość płci brzydkiej nie cierpię weekendowych wypadów do galerii handlowych na zakupy odzieżowe (chroniczne migreny po przekroczeniu progu wejścia do galerii). Po za tym na cholerę kupować kolejne ciuchy jak te się jeszcze nie wydarły? Jednak moje kontrargumentacje nijak mają się do argumentów mojej małżonki, że najzwyczajniej w świecie „się spasłeś i pęknie ci na dupie” (no może nie tak dosadnie bo pękła by moja męska duma jak spodnie na dupie, a samoocena wylądowała w koszu jak pusty papierek bo burgerze).

Tak więc tego pamiętnego weekendu, wybraliśmy się do galerii. Już od rana planowałem wybrać się na tego cudownego burgerka więc doszedłem do wniosku, że najpierw odbębnię tę mniej sympatyczną część dnia czyt. zakupy, a następnie w ramach relaksu i aby uspokoić skołatane nerwy wybierzemy się na ten cudowny posiłek, który z pewnością spowoduję zwiększenie cholesterolu  i przyśpieszy rozwój miażdżycy. Po ukończonych zakupach, które trwały wieki jak napisy w Star Wars’ach, wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy w stronę zachodzącego słońca! Po dotarciu na miejsce, znalezieniu odpowiedniego miejsca parkingowego, ruszyliśmy w stronę krainy sokiem z wołowiny płynącej (cieszyłem się jak dziecko, aż nóżki same dreptały). Weszliśmy, zajęliśmy miejsce. W knajpie unosił się zapach Burgera, na ścianach wisiały tablice rejestracyjne z całego świata, surowy wystrój miejsca i już czułem mojego podwójnego burgera z cebulowymi krążkami już czułem jak rozpływa się w ustach. Wtem kelnerka zrujnowała mój misterny plan, mówiąc „skończyło się mięso na dziś”! WTF dopiero 17 a otwarte do 20?! Poczułem pustkę, dodatkowo głód nasilił się jeszcze bardziej, zawinąłem się na pięcie wystawiłem knajpie ocenę 1, skierowałem się Maka. Historia na stałe dała się zapamiętać chłopakom, którzy przy każdej możliwej okazji drwią z Janusza, który nie zjadł burgera i wystawił ocenę jeden.

Nie byłoby również tego wpisu gdyby nie te śmiechy i wszechogarniająca hipokryzja jednego z moich szanownych kolegów (Burzyk). Jako, iż dziś mamy czwartunio więc co tygodniowe święto Fast-Food’a, zamawiamy jedzenie do pracy. (na co dzień pracujemy razem, a po pracy w czwartki ruszamy na nagrania i nie mamy czasu na domowy obiadek) Tak było i tym razem. Jako, że w naszej mieścinie otworzyli burgerownie wybór padł na bułę z dodatkiem soczystej wołowiny. Zebraliśmy więc zamówienia od kolegów i koleżanek i Burzyk zamówił kilka hamburgerów. Po złożeniu zamówienia drogą elektroniczną o godzinie 10:30. Po upływie 30 minut otrzymał telefon, że w dniu dzisiejszym dowóz jest od godzinny 14 jako iż nasze tłuste bebzuny domagały się tłuszczu i wołowiny postanowiliśmy, iż sami podjedziemy po hambuksy do lokalu. Ofkors po odebraniu każdy opałaszował swoje jedzonko i zadowolony z podniesionym poziomem endorfin i cholesterolu powrócił do zajęć codziennych. Jednak mój szanowny kolega zapomniał wspomnieć, że właściciel knajpy naliczył mu rabat 10 pln’ów a on mimo to wystawił ocenę 2 😀 Żałuję tylko jednego, że nie widziałem jego miny jak zmartwiony oceną pracownik dzwonił do niego.

Na tym kończy się burgerowo-januszową opowieść, który z nas jest większym Januszem zdecydujcie sami, a ja idę dalej pośmiać się z Burzyka.
BTW czas teraz na Domana! 😀