Recenzja Call of Duty: Black Ops 4. PUBG się chowa!

Słyszeliście kiedyś o graczach, którzy kupują Call of Duty dla trybu singleplayer? Jeśli nie, to macie przed sobą gościa, który przeszedł kampanie dwóch ostatnich CoD-ów jedynie delikatnie zahaczając o multi. Nie chodzi o to, że z tymi grami było coś nie tak (prędzej ze mną), ale na rozgrywkę w sieci nie mam najzwyczajniej w świecie czasu. Żeby taka zabawa w ogóle była zabawą trzeba poświecić na nią odpowiednią liczbę godzin, bez tego jest się zwykłym lamusem i furiatem, który ciśnie słuchawkami w monitor po kolejnym zgonie.

Gdy dowiedziałem się, że Call of Duty: Black Ops 4 będzie pozbawione kampanii fabularnej też miałem ochotę cisnąć słuchawkami, ale z zupełnie innej przyczyny i powiedziałem sobie, że na pewno w tym roku CoD-a nie tknę. I wiecie co? Jaj… chęć sprawdzenia tej gry wygrała ze zdrowym rozsądkiem. Wygrała, bo choć, raz jeszcze to podkreślę, (poza FIFĄ) unikam multi, stoczyłem już kilka niezłych pojedynków w trybach promowanych w najnowszej odsłonie strzelanki Activision Blizzard.

Słów kilka o trybach

Black Ops 4 wprowadza do rozgrywki tryb, który w ostatnim czasie przyciąga przed ekrany monitorów i telewizorów miliony graczy na całym świecie. To battle royale, z którym wcześniej miałem styczność jedynie na gameplayach. W tym miejscu muszę podkreślić, że nie jest to zrzynanie z PUBG czy Fortnite, a tryb, który może stać się filarem Call of Duty na długie lata. Oprócz Blackout mamy jeszcze klasycznego i sprawdzonego multika oraz najbardziej rozbudowane w historii Zombie, które ponownie jakoś do mnie nie przemawia.

Zdecydowanie najnudniejsze są wyzwania Specjalistów, czyli misje dla jednego gracza. Do dyspozycji mamy kilka oddzielnych wątków dedykowanych dla klas postaci. Twórcy raczą nas w ten sposób samouczkiem umożliwiającym poznanie umiejętności wszystkich specjalistów, map i dostępnego arsenału (całość okraszona siarczystymi przekleństwami, po polsku!). Przy okazji oko cieszą świetnie wykonane cutscenki. Mimo to, nie udało mi się ukończyć całego trybu, bo po pewnym czasie granie z botami staje się zbyt nudne i mamy ochotę wskoczyć na mapę z innymi ludźmi.

Battle Blackout

Blackout może stać się najpopularniejszym trybem Black Ops 4. Założenia gry są proste i identyczne jak chociażby w PUBG. Wyskakujemy z helikoptera, lądujemy w dowolnym punkcie na wielkiej mapie, zbieramy broń i staramy się wybić wszystkich przeciwników. To battle royale z wysokim budżetem. Odczujemy to po poprawie graficznej, mechanice rozgrywki, ukształtowaniu map i przede wszystkim modelu strzelania, który jak zawsze w Call of Duty jest genialny. Fajnie, że możemy rywalizować solo, w parach lub czteroosobowym zespole. Miłym dodatkiem jest kamera FPP, która znacznie ułatwia namierzanie wrogów, a przy okazji sprawia, że rozgrywka jest bardziej dynamiczna. Szczególnie w tym trybie warto założyć na głowę słuchawki, kto wie czy w tym samym budynku, tuż nad naszą głową lub za ścianą, ktoś nie planuje naszej eksterminacji. W Blackout nie zabrakło charakterystycznych dla serii perków (ulepszeń postaci) czy pojazdów i… zombie pilnujących broni oraz gadżetów!

TDM, Kill Confirmed

W trybie wieloosobowym nie doświadczymy znaczących zmian, Treyarch dopracował sprawdzone rozwiązania i nieco uspokoił rozgrywkę, jednocześnie ją upłynniając (nie ma już biegania po ścianach i kosmicznych wyskoków). Bardzo spodobało mi się naturalne przeskakiwanie przez przeszkody, ślizgi i wspinaczka. Nie będę zagłębiał się w dokładne tryby gry w klasycznym multi, bo to znane od lat patenty, jak DM drużynowy czy zajmowanie punktów. Nowością jest Skok, w którym rozpoczynamy rozgrywkę jedynie z pistoletem, zbierając środki na zakup wyposażenia i co ciekawe… po śmierci nie możemy się odrodzić chyba, że pomoże nam jakiś sojusznik.

Na olbrzymi szacunek zasługuje wręcz idealny balans wyposażenia już w momencie premiery  – zarówno ekwipunku jak i broni. Gracze mają do dyspozycji 14 map (w tym 5 z pierwszego Black Opsa), świetnie zaprojektowanych, na których nie czujemy przesadnej ciasnoty i po krótkim czasie możemy się ich nauczyć, a potem zaliczać fragi na spawnach. Ciekawym urozmaiceniem są klasy postaci, które mają swoje unikatowe umiejętności i są dedykowane do wybranych trybów. Standardowo też odblokowujemy kolejne rodzaje broni, otrzymujemy nagrody serii nagrody za zabicia przeciwników, itp.

Zombie Nation

Podobno bez Zombie nie ma dobrego Call of Duty. Skoro ten tryb utrzymuje się już od około 10 lat, to coś musi być na rzeczy. W Black Ops 4 możemy zagrać na trzech mapach, np. na starożytnej, gladiatorskiej arenie z mieczami i innymi tego typu lub na… Titanicu! Mamy nawet specjalne bronie i magiczne, potężne ataki! Pozbawianie „życia” umarlaków nie jest zbyt angażujące i stanowi miłą odskocznię chociażby od Blackout, w którym musimy się momentami naprawdę skupić. Żeby nie było, że wszystko jest idealne i nieskazitelne! Lepiej w Zombie grać ze znajomymi, bo dobór losowych graczy jest czasami dość średni. A to trafimy na kogoś, kto biega po mapie na przypale, a to nie zna zasad kooperacji lub gada głupoty do mikrofonu zamiast skupić się na grze. To zresztą jest problem świata online, jeśli nie trafisz na dobrych kompanów, z którymi istnieje nić porozumienia o zabawie i radości z rozgrywki można zapomnieć.

Niezła grafika

W Call of Duty: Black Ops 4 grałem głównie na PC, bo moim zdaniem nie ma dobrego sieciowego FPS-a bez myszki i klawiatury. Standardowo już na komputerach CoD najlepiej wygląda, chociaż graficznie nie mamy do czynienia z jakimś wybitnym dziełem. Tuż po premierze kulała moim zdaniem optymalizacja, która jest kluczowa w sieciówkach (a może mój komputer jest za słaby i wymaga wymiany?). Teraz jest znacznie lepiej i nie dziwie się, że Blackout już w tej chwili jest określany jako najlepszy battle royale, wręcz deklasujący konkurencję. Niech dowodem będzie to, że do PUBG czy Fortinte nawet nie chciało mi się podchodzić, w przeciwieństwie do Burzyka i Adsona, którzy spędzili tam kilka godzin, a Blackout mimo wiecznych porażek wciąż mi się nie znudził.

Stare, dobre Call of Duty?

Twórcy Black Ops 4 skupili całą uwagę na rozgrywce w sieci i nie ma co ukrywać, tegoroczna odsłona ma najbardziej udany multiplayer w historii serii. Swoje robi też olbrzymia zawartość, dobry balans broni i dopasowanie map do trybów. Podczas gry nie doświadczyłem dziwnych bugów, chociaż gra na PC w niektórych momentach potrafi przyciąć, głównie w Blackout, ale to pewnie przez olbrzymie mapy. Jedyne co mi się naprawdę nie podoba to misje Specjalistów, które wieją nudą i… BRAK KAMPANII DLA POJEDYŃCZEGO GRACZA! Ale polski dubbing zrobili.

Call of Duty: Black Ops 4 do recenzji dostarczył: Activision Blizzard (za pośrednictwem Koolthings)