Recenzja FIFA 19 – piłkarski król powraca!

Do dziś nie wiem co takiego FIFA ma w sobie, że co roku przyciąga mnie na długie godziny przed ekran monitora. Kiedyś na kilkaset, dzisiaj raptem na kilkadziesiąt. Najnowsza odsłona popularnej „kopanki” od EA ma szansę zostać ze mną na dłużej. Po pierwsze wracają europejskie puchary, po drugie wraca fabuła Huntera i spółki, a po trzecie… to po prostu FIFA, którą uwielbiam! 19-tka nie przynosi wielkich zmian, ale detale, które delikatnie poprawiają rozgrywkę sprawiają, że wciąż towarzyszy mi syndrom „jeszcze jednego meczu”.

Kaszankaaaaaaaaaaa

Liga Mistrzów, Liga Europy i Superpuchar Europy – tego cholernie brakowało w ostatnich latach i chociaż PES robił to naprawdę dobrze, to tutaj przynajmniej nie musimy martwić się o licencje i możemy poczuć klimat piłkarskiego święta. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem za serce chwyci nas świetna otoczka LM i oprawy meczowe, które robią genialne wrażenie – olbrzymie podobizny np. Ronaldo (tego grubego) przed meczami Interu i (tego modnego) Juventusu wyglądają jak prawdziwe. Co ciekawe, jeśli zdecydujemy się na angielską wersję językową usłyszymy zupełnie innych komentatorów niż w pozostałych rozgrywkach. Liga Mistrzów pojawia się też w Drodze do sławy. Tak, Alex Hunter dąży do tego, by triumfować w tych rozgrywkach, tym razem w barwach Realu Madryt.

 Kolejne zmiany dotknęły także ten tryb, bo zamiast samym Alexem w dowolnym momencie możemy kierować losami Dannego Williamsa i Kim Hunter, dwóch bardzo ważnych postaci w życiu Huntera. FIFA podpowiada nam kiedy najlepiej zmienić bohatera. Mnie póki co w tym trybie najbardziej zainteresował mecz z… 1969 roku pomiędzy Chelsea, a Coventry, w którym przyjdzie nam zagrać Jimem Hunterem, dziadkiem Aleksa. Charakterystyczny, ziarnisty filtr, murawa rodem z boisk klasy B i ogólny styl tamtych lat sprawiły, że chciałem więcej Jima!

Jeszcze więcej FUT-a

W Drodze do sławy jednak sama mechanika rozgrywki pozostała niezmienna, trenujemy, wylewamy siódme poty na treningu i staramy się jak najlepiej zaprezentować w meczu. Nowością jest wybór mentorów w klubie. Od kilku piłkarzy w drużynie uczymy się ich mocnych stron i poprawiamy swoje statystyki. Tryb kariery dla pojedynczego gracza pominę, bo nie przeszedł żadnych zmian i tak naprawdę nie znam osoby, która jeszcze tam zagląda. Po drugiej stronie jest FUT, w którego zagrywa się większość moich FIFOWYCH znajomych. Tutaj też bez rewolucji, ale z kilkoma ciekawostkami. Pojawia się nowy tryb Division Rivals, który umożliwia rozgrywanie spotkań w grupach dobranych na podstawie naszego skilla. Dodano też statystyki pokazujące zgranie pomiędzy dwoma różnymi piłkarzami i szanse na znalezienie wybranego rodzaju karty w paczkach. A poza tym, to po prostu FUT.

„Tylko z woleja się liczą!”

A battle royal? W końcu zapowiadano, że FIFA 19 otrzyma coś w tym stylu. Faktycznie, mamy np. tryb przetrwania, w którym po strzeleniu gola tracimy zawodnika albo bramki zza pola karnego liczą się podwójnie lub… możemy strzelać tylko z główki i woleja. Bomba! Szkoda, że takie granie ogranicza się jedynie do kanapowego spotkania offline, bo widzę w tym olbrzymi potencjał w sieci. Nowe sposoby rozgrywki pozwalają nam na prowadzenie statystyk każdego gościa – faule, kartki, wyniki i inne dane zapisywane są w oddzielnym profilu i jeśli ktoś do Was często wpada na partyjkę, warto o tym pamiętać.

 Najważniejsze, że FIFA 19 daje olbrzymią frajdę z gry, na co wpłynęły kosmetyczne zmiany w gameplayu. 19-tka jest szybka, mamy kilka nowych zagrań, a naciśnięcie strzału drugi raz, jednak w odpowiednim momencie sprawi, że będzie bardziej precyzyjny i kąśliwy. Strzały z dystansu, finezyjne zagrania i inne szaleństwa mają teraz większy sens, a i częściej zdarzają się zabawne kiksy. Coraz mniej dziwnych błędów popełnia sztuczna inteligencja, zwłaszcza w defensywie) i mam wrażenie, że mocniej potrafi nas pocisnąć wysokim pressingiem. Z nowości mamy bardziej rozbudowany system taktyki i jej założeń, z czego osobiście jakoś mocno nie korzystam, ale pod krzyżakiem są tym razem ukryte prawdziwe skarby dla generałów strategii. Najmniejszych zastrzeżeń nie mam do grafiki – modele piłkarzy na dalszym i bliższym kadrze są dopracowane, chociaż w PES-ie nadal wygląda to lepiej. Dobre wrażenie robi murawa, stadiony i kibice, a i ponownie FIFA ruszy nawet na słabszych laptopach i komputerach, bo po prostu… nie ma przesadzonych wymagań, ale co tam ma wymagać?

O taką FIFĘ nic nie robiłem!

Nie ma co ukrywać, w najnowszą FIFĘ gra się po prostu lepiej. Mam wrażenie, że reakcje piłkarzy na boisku są bardziej przemyślane i czuć mocniejszy realizm. Lepiej wygląda też zachowanie samej futbolówki i np. teraz znacznie łatwiej wychodzą mi stałe fragmenty i więcej bramek zdobywam z główek, a ciężej rozklepać akcję będą sam na sam z kilkoma obrońcami. FIFA 19 świetnie nadaje się do grania samemu, online, gdzie w meczach sezonowych tradycyjnie spędzam najwięcej czasu, ale i do kanapowego spotkania z grupą znajomych – tutaj FIFA pokazuje swoje najlepsze oblicze i po raz kolejny jest piłkarskim królem. Europejskie puchary, tryb fabularny, przetrwanie, FUT i online – FIFA 19 ma tyle zawartości, że jest warta każdej, wydanej złotówki.

Grę FIFA 19 do recenzji dostarczył polski oddział Electronic Arts