Recenzja Forza Horizon 4 – doskonałość da się poprawić

Kiedy wydawało się, że po świetnej Forzy Horizon 3 PlayGround Games i Microsoft nie będą w stanie nas już niczym zaskoczyć, poinformowali o premierze kolejnej odsłony – jeszcze ładniejszej, jeszcze bardziej grywalnej i niesamowicie wciągającej. Na pierwszy rzut oka czwórka nie zmieniła się zbyt mocno, ale znaczącą rolę odgrywają detale. Kolejne godziny spędzone z tym tytułem utwierdzają mnie w przekonaniu, że doskonałość też da się poprawić. Zasadnicza różnica jest taka, że z Australii przenosimy się do Wielkiej Brytanii. Błędem byłoby napisać, że na brytyjskie drogi, bo to od nas zależy, którędy dotrzemy do celu. W dodatku do dyspozycji oddano ponad 400 samochodów, których odwzorowanie (nawet we wnętrzu) zakrawa o ideał!

Cztery pory roku Vivaldiego

Już w prologu zobaczymy zasadnicze zmiany jakie spotkały FH 4, bo twórcy umożliwiają nam rywalizację podczas czterech pór roku, a wprowadzenie pozwala nam przejść przez astronomiczne zmiany i poznać mechanikę gry. Dopiero po kilku godzinach zaczyna się prawdziwa i niezwykle emocjonująca rozgrywka! W tym możliwość wcielenia się w kaskadera, który poprzez szalone wyczyny pomaga nakręcić film akcji na miarę najnowszej odsłony Fast & Furious. Skaczemy, ścigamy się egzotycznymi samochodami i wykonujemy inne karkołomne wyczyny, podnoszące naszą rangę w filmowym światku. Możemy też kupić własny salon z supersamochodami. Otwiera nam to drogę do wyzwań, które polegają na jak najszybszym przejechaniu wybranej trasy, czasami wiąże się to z dodatkowymi warunkami, jakie musimy spełnić. Nie mogło też zabraknąć wyścigów specjalnych, w których rywalizujemy z… crossami, pociągiem, poduszkowcem, a nawet odrzutowcem! Nieco na bok zszedł Festiwal, który jest główny motywem serii Forzy Horizon, ale nadal czujemy klimat wyścigowego święta.

FH 4 podobnie jak większość nowych gier zachęca nas do rywalizacji z innymi graczami, niestety Burzyk z Adsonem nowej Forzy nie mają, a zawartość dla jednego gracza jest tak olbrzymia, że nawet przez chwilę nie pomyślałem o tym, że gra umożliwia rywalizację przez sieć, chociaż na mapie wciąż mijałem innych „festiwalowiczów”.

Widoki nam się nie znudzą

Znakomicie prezentuje się otwarty świat, który momentami może nas przytłoczyć swoim ogromem. Nie mamy jednak do czynienia z ograniczoną mapą, jak to bywa w wielu grach wyścigowych. Wirtualna Wielka Brytania żyje i widoki za oknem samochodu za szybko nam się nie znudzą… drogi, łąki, pola, lasy czy góry, którymi będziemy śmigać sportowymi lub terenowymi furami, to jest to! Najlepsze, że trasa, którą jechaliśmy w lato, jest kompletnie inna w zimę i mamy wrażenie, jakby nigdy nas tam nie było. W sumie, wszystkie pory roku wyglądają obłędnie pod względem grafiki. Ciężko powiedzieć, czy oprawa doczekała się znaczących zmian w stosunku do FH 3, ale fotorealizm jaki bije z ekranu sprawia, że od aut i wykreowanego świata nie da się oderwać wzroku. Nie skłamię jeśli powiem, że wielokrotnie grę uruchamiałem nie dla samego grania, ale dla fenomenalnych widoków.

Wzorowa optymalizacja

Świetnie wrażenia potęguję optymalizacja, która jest istnym majstersztykiem. Grałem na pececie z dość leciwym procesorem Intel Core i5-3570k (taktujący na 4.2GHz), kartą graficzną NVIDIA GeForce GTX 1070 i monitorem HP OMEN 27, który obsługuje natywnie rozdzielczość 2560×1440. I wiecie co? STAŁE 60 FPS, a nawet więcej! Nie wiem jak gra prezentuje się na konsoli XBOX ONE z telewizorem 4K, który wspiera HDR, ale na pececie na maksymalnych detalach mamy do czynienia z istnym obłędem. Co ciekawe, dzięki Play Anywhere po uruchomieniu na innej platformie nasze postępy są zapisywane i przenoszone, więc spokojnie możemy skakać między X-em, a PC-tem.

Na coś trzeba ponarzekać

Jeżeli miałbym na coś ponarzekać, to jedynie na zachowanie sztucznej inteligencji. Mam wrażenie, że zmiana poziomu trudności przeciwników nie zawsze przekłada się na ich umiejętności. Z jednej strony odjeżdżam innym kierowcom sterowanym przez SI na kilkaset metrów i już nie widzę ich na minimapie, a z drugiej nie jestem w stanie dogonić TOP 3. Albo jestem mega słaby i na farcie wygrywam niektóre wyścigi (w co oczywiście wątpię!) albo SI wymaga jakiejś łatki. Kompletnie nie przemawia też do mnie motyw odblokowywania dodatków w postaci nowych ubrań, cieszynek, klaksonów i możliwości personalizacji naszego wirtualnego odpowiednika. Jestem na to za stary i wolałbym żeby losowania Wheelspin częściej wyrzucały mi bardziej wartościowe nagrody, jak auta czy kasę – chociaż zawsze można wygrać… kozaczki, takie białe, idealne na zimę!

Idealny model jazdy

Ważne, że Forza Horizon 4 umożliwia nam tuning nowo nabytych aut, który jest nie tylko optyczny, ale i mechaniczny i dzięki przystępnemu interfejsowi umożliwia nam mocną ingerencję w auta. Nowość to drzewko talentów, które rozwija umiejętności jeżdżenia posiadanymi samochodami. W każdym z nich szybko możemy odblokować sporo przydatnych dodatków. Skoro jesteśmy w temacie aut, nie jest tajemnicą, że ta gra nie jest symulacją, a typową zręcznościówką, która ma zapewnić nam jak najwięcej frajdy – bez mechanicznych zniszczeń. Model jazdy został świetnie dopracowany i czuć znaczące różnice między autami cywilnymi, terenowymi, a nawet tymi, które wyposażonymi w napęd na tył czy AWD. W każdej chwili możemy ustawić nieco bardziej symulacyjny tryb jazdy i jeśli nie mamy odpowiednich umiejętności, szybko wrócimy do asyst, bo nie których aut po prostu nie da się opanować.

Forza Horizon 4 to najlepsza gra z serii festiwalowych ścigałek. Świetna oprawa graficzna i muzyczna (soundtrack daje radę), modele aut i ich ilość, zmienne pory roku, delikatnie wpleciony wątek fabularny i ogrom dostępnej zawartości, której nie opisałem. Mimo delikatnych niedoróbek w tym tytule można się zachować i juz teraz wiem, że spędzę w tym roku w Wielkiej Brytanii wiele godzin. Za kierownicą najlepszych samochodów!

Grę Forza Horizon 4 do recenzji dostarczył polski oddział Microsoft