Sekiro: Shadows die Twice – soulsy w klimacie Japonii? Recenzja!

sekiro_logo

From Software to studio kojarzone dotychczas z owianymi kultem grami serii SOULS oraz z próbą delikatnego odświeżenia schematu rozgrywki w postaci Bloodborne. Swoją najnowszą produkcją jednakże producent bardzo mocno wymyka się ramom stworzonym przez siebie samego. Panie i Panowie, oto Sekiro: Shadows die Twice.

Akcja Sekiro umiejscowiona została w alternatywnej wersji XV-wiecznej Japonii, co ironicznie napawało część graczy obawiami po dotychczasowych, klimatach średniowiecznej Europy. W końcu jednam From Software to studio japońskie, więc stworzenie dla nich klimatu Azji, wojowników ninja i samurajów powinno być czymś prostym i oczywistym.

Głównym bohaterem jest tytułowy Sekiro czyli „jednoręki wilk” dozgonnie oddany swemu Panu. To właśnie ochrona młodego cesarza jest głównym obowiązkiem wilka, który to obowiązek już na samym początku okazuje się być zbyt trudny. Tak zaczyna się przygoda, podczas której tytułowy shinobi próbuje odbić głowę rodu mszcząc się przy tym niemal na wszystkim, co się rusza.

Dużo tu fabuły, całkiem przystępnie podanej na dodatek. Są cut-scenki i bardziej zrozumiałe dialogi, nie trzeba już czytać opisu wszystkich dziwnych przedmiotów aby zrozumieć świat gry. Jest to już pierwsza, duża różnica w porównaniu do poprzednich gier studia.

Nie fabułą jednak wszelkie soulsborny stoją. To, co przyjdzie graczowi robić w Sekiro: Shadow die Twice, to wciąż w przerażającej większości walka oraz zaznajamie się z mechanikami. A te, w recenzowanej grze są bardzo mocno odświeżone i zmienione.

Bohatera dostajemy przydzielonego odgórnie, więc nie ma mowy o tworzeniu indywidualnych buildów. Jego rozwój również w żadnym stopniu nie przypomina tego z soulsów. Nie istnieją punkty siły, zręczności, witalności itd. Główną część rozwoju stanowią nowe umiejętności wykorzystywane podczas walki oraz nowe zastosowania protezy bohatera.

Shinobi porusza się błyskawicznie zarówno po ziemi, jak i drzewach, dachach i nierienoscisch terenu. Pomaga mu w tym linka z hakiem zamontowana do protezy, która czyni zwiedzanie rozbudowanego (również wertykalnie) świata, bardzo przyjemnym i skutecznym. Jest ona jednak tylko jednym, z kilkunastu gadżetów, które będziemy mogli wykorzystywać w trakcie gry, a każdy z nich jest przydatny w określonych sytuacjach.

Gra promuje taktyczne i skradankowe podejście do eksploracji etapów, dzięki któremu wielu pomniejszych przeciwników można zamordować jednym atakiem z ukrycia. Strategia ta pomaga również na minibossów, których można w ten sposób znacząco osłabić, ale nie da się jej zastosować na bossów pełnoprawnych.

Tutaj niezbędny już jest element mechaniki, który zresztą będzie najskuteczniejszy, choć i najtrudniejszy w przekroju całej gry. Blokowanie i kontrowanie. Zarówno postać sterowana przez gracza, jak i każdy przeciwnik, poza paskiem zdrowia, ma pasek postawy (postury).

Pasek ten reaguje na kilka czynności i jest kluczowy do wprawnej, dobrej i skutecznej gry. Jego napełnienie u przeciwnika, pozwala zadać mu krytyczny cios, który od razu zabija, bądź zabiera jedną, pełną „kulkę” życia silniejszych wrogów. Co zrobić aby go napełnić? Nic prostszego! Skutecznie blokować, a jeszcze lepiej perfekcyjnie kontrować oraz mądrze atakować przełamując blok przeciwnika.

Jeśli wszystko idzie zgodnie z myślą gracza, pasek postury przeciwnika napełnia się, a szala wygranej w walce przechyla się na naszą stronę. Niestety kilka złych zagrań bądź przesadna bierność, powoduje cofanie się niniejszego paska i konieczność jego ponownego napełniania. Aby pasek ten regenerował się znacznie wolniej, warto odbierać przeciwnikowi trochę zwyczajnych punktów życia. Sednem jest więc znalezienie odpowiedniej równowagi, nauczenie się ruchów przeciwnika oraz świetny refleks. Proste, prawda? No cóż, przekonacie się sami 🙂

Oprawa wizualna Sekiro od razu przywodzi na myśl serie Souls, przynajmniej od strony technologicznej. Artystycznie jest rzecz jasna zupełnie inaczej, bo przemierzamy fantastyczną, alternatywną Japonię, ale ducha Dark Souls czuć od razu. Graczowi raczej nie opadnie szczęka na widok tego, co prezentuje gra, ale na pewno większość będzie zadowolona z bardzo ładnych widoków w ciekawie skonstruowanym świecie oraz efektownych animacji i scen walki. Na dość mocnym PC z GTX 1080 gra nie ma też żadnych problemów z płynnością w rozdzielczości 1920×1080.

Co do ścieżki dźwiękowej – jest poprawna. Bardzo przypadły mi do gustu japońskie, lekko zdołowane i puste wypowiedzi oraz okrzyki walki. Klimat uzupełnia pasująca muzyka słyszana podczas starć z bosami, aczkolwiek żadna z nich nie zapadła mi na dłużej w pamięć.

Sekiro: Shadows die Twice to kolejny dowód na to, że From Software nie osiada na laurach kopiując nadmiernie długo znane z Souls schematy. Ciągle próbują nowych mechanik, które sprawdzają się naprawdę dobrze! Co ciekawe, nie każdy fan soulsborne’ów odnajdzie się w Sekiro, ale jednocześnie, osoby które odbiły się np od Dark Souls, bawią się na dobrze w Shadows die Twice! Co by nie pisać, na pewno jest to gra, która z takich, czy innych powodów zapadnie w pamięć większości światka gier wideo.

Sekiro: Shadow die Twice do recenzji dostarczyło Activision za pośrednictwem Koolthings