Superstition – pochowamy każdego! Infernale, Wiedźmy, Demony również!

Dość długo się tu, nie pojawiałem. Cóż mogę rzec… obejrzeć 60 parę odcinków Gotham, wcale nie jest tak prosto i szybko jakby się mogło wydawać. Po trzech sezonach wyrobiłem sobie opinie na temat bohaterów pierwszo i drugoplanowych. Zdecydowanie ze wszystkimi wygrywa Victor Zsasz, który mimo tak ogromnego przetasowania (jak w prowadzących reklamy Viziru), od czasów 1 sezonu dalej pozostaje taki sam! Bezwzględny, morderczy Prze***j dla którego liczą się tylko kolejne zlecenia. Definitywnie powinni z nim zrobić serię!

Od dawien dawna słynę z tego, że jestem swego rodzaju filmowym masochistą. Choćby był to najsłabszy film jaki miałem okazję oglądać to i tak obejrzę go do końca i wyjmę numerek w kolejce do lobotomii.

Ten wpis nie miał być o Gotham ani o mnie a, o nowym serialu jaki znalazłem. A było to tak: jak na Janusza przystało wcinałem sobie właśnie smażone ziemniaczki z mielonymi, sycząc pod nosem, „coś bym kurła obejrzał”! Odpaliwszy Mi-Boxa, następnie Netflix’a znalazłem, Superstition.

Serial opowiadający historię rodzinki Histings’ów, prowadzącej Dom Pogrzebowy, która między pogrzebami walczy ze złem w postaci Infernali, Duchów, Demonów czy Wiedźm. Zapowiada się lajtowy serialik o walecznej rodzince, ale czy na pewno?

SPOJLER ALERT

Syn Marnotrawny wraca do rodzinnego domu, po 16 latach służby w Afganistanie i Iraku (Dzizast! to jest tak oklepane jak żarty Karola Hamburgera), nękany wspomnieniami kiedy to jego ukochany brat został zastrzelony przez „przypadek” z kuszy.
Jakież rozterki przeżywa powróciwszy w rodzinne strony, dowiadując się, że posiada, 16-letnią córkę, która go nienawidzi. Po czym w tym samym odcinku odrąbuje przez przypadek głowę ojcu i dowiaduje się, że ten jest nieśmiertelny i ma grubo ponad 700 lat. Wtedy główny bohater Calvin na pewno pomyślał, to co pewien menel z jutuba „wszystkie kary na mnie ido”. W kolejnym, że papcio Issac płodził dzieci na potęgę długo, długo przed poznaniem jego matki WTF?! I od wieków broni La Rochelle. Zakręcone bardziej niż piosenka Reni Jusis.

Podczas oglądania dowiedziałem się również, że na właścicieli domu pogrzebowego, poluje mistyczny stwór – Grabarz. No powiem Wam, że ta niesamowita gra słów, potrafi wyprostować łoniaka na pomarszczonym worze. Ta wirtuozeria filmowa, wywołała u mnie zespół majaczenia przez co mój apetyt na masochizm wzrósł i jak Zombie obejrzałem, aż pięć odcinków tego „wspaniałego” serialu. Serialu, który w pewnym sensie jest kolejnym plagiatem kultowego już Supernatural. Znajdziemy tu bardzo dużo porównań do wspomnianego prze zemnie „Nie z tego świata”, chociażby rodzinny interes  polowania na mistyczne potwory.
I o ile w przypadku dwojga braci było to wszystko bardzo fajnie przedstawione ich sztuczki, humor, gra aktorska czy nawet ścieżka dźwiękową. Tak tu wszystko jest wymuszone i oklepane jak zadek Edyty na czerwonym dywanie. Kolejnym być może przypadkowym zbiegiem okoliczności są stare samochody Czarna Impala (której zazdroszczę do tej pory Dean’owi) vs Czarny Cheavy bodajże z lat 30-tych.

Patrząc na spis odcinków jeszcze większa część przede mną i aż boję się pomyśleć co twórca/aktor (nieśmiertelny Issac), będzie w stanie nam zaserwować. Jak przystało na moją przypadłość na pewno obejrzę go do końca, i wyląduje w ośrodku podobnym do Arkham, chybocąc się w przód i w tył.

Zdaniem podsumowania, szczerze odradzam włączać ten crap i lepiej zająć się czymś bardziej absorbującym i przyjemniejszym, jak choćby szydełkowanie czy śledzenie okresu lęgowego wodniczka.