Wojna Krwi: Wiedźmińskie opowieści – Wiedźmin, HoM&M czy HearthStone?!

witcher_tales_thronebreaker_logo

Od premiery Wiedźmina 3 minęło już tak wiele czasu, że Geralt zdążył chyba wysiwieć (ekhm, ale suchar). Gwint online nie zdołał godnie przetrwać starcia z Hearstonem, a w świecie gier wideo nie ma nawet najmniejszej informacji na temat pełnoprawnej, dużej części RPG z tego uniwersum. Przynajmniej nie w najbliższej przyszłości. Do Netflixowej, wysokobudżetowej produkcji w postaci serialu co prawda coraz bliżej, ale człowiekowi mimo wszystko „czegoś” brakuje. Na ratunek przychodzi jednak CD Projekt RED, który wskrzesza karciankę gwinta czyniąc ją jednym z podstawowych elementów rozgrywki w swojej nowej produkcji łączącej elementy RPG i gry strategicznej. Czy wyglądająca prawie jak Heroes of Might & Magic hybryda jest w stanie zaspokoić wygłodniałych fanów przygód Geralta?

Gdzie jest Geralt? O co tu chodzi!

Zgadza się, to chyba pierwsza „nowożytna” gra o wiedźminie, w której głównym bohaterem nie jest Geralt, ani nawet wiedźmin! Gracz wciela się w rolę królowej Meve, którą trapią chyba wszystkie możliwe problemy rządzenia królestwem. Jej powiększająca się drużyna, podczas przemierzenia map przypominających te z HoM&M, będzie stawała przed różnymi problemami, starciami i dylematami moralnymi.

Królestwo trapią typowe problemy wiedźmińskiego świata i królowa Meve jest najwidoczniej jedyną nadzieją prostych ludzi na poprawę ich prostego żywota. Nieco to zabawne, ale mimo wszystko przyjemnie jest poznawać losy i krótkie historie z poszczególnych zakątków świata. Całości towarzyszy również główna oś fabularna (czasy przed trylogią gier Wiedźmin), która koncentruje się na partyzanckich działaniach wojny z Nilfgaardem. Bardzo ważnym elementem są podejmowane w trakcie zabawy decyzje, które prędzej lub później mają swoje odzwierciedlenie w świecie gry. Towarzyszy temu również swoisty system „morale” ekipy.

Rozgrywki część na mapie świata

W trakcie przygody największą część czasu gracz spędzi na mapie świata, po której podróżuje się zbierając zasoby (złoto, drewno i rekruci), rozwiązując zagadki (bitwy karciane na specjalnych zasadach) oraz tocząc regularne walki z armiami wrogów. Całość jest opatrzona bardzo dobrze zrealizowaną opowieścią, którą przedstawia nam lektor oraz bohaterowie. Czasem przyjdzie nam odebrać z rąk bandytów pannę młodą, czasem unieszkodliwić wściekłą krowę, a czasem po prostu rozprawić się z babą cmentarną czy innym gryfem. Tak czy inaczej – wszystko graniem w Gwinta!

Również konstruowanie talii kart jest nieco bardziej fabularne niż w tradycyjnych karciankach – aby stworzyć kolejne karty do swej talii musimy albo wykonywać różne zadania, albo rozbudowywać elementy obozu, dzięki którym dostępne staną się do wytworzenia nowe karty. Wszystko to jednak kosztuje, a surowców nie jest zbyt wiele. Skąd je pozyskać? Z eksploracji świata właśnie! Podróżując niczym w serii HoM&M po mapach świata (inna na każdy rozdział) trafimy na porozrzucane bale drewna i złote monety, a stosowne chorągwie symbolizują dostępnych rekrutów. Te trzy surowce stanowią podstawę rozwoju armii (talii) gracza. Dość szybko jednak można wytworzyć kilka mocnych kart, dzięki którym rozgrywka stanie się znacznie łatwiejsza.

 

Rozgrywki część w Gwincie

Osoby, które miały przyjemność grać w pełnoprawną część Wiedźmina na pewno pamiętają karczemne rozgrywki w Gwinta i poczują się w Thronebreaker jak w domu. Oczywiście zasady są delikatnie zmieniane do częstych łamigłówek i te potyczki są moim zdaniem najciekawsze, ale tradycyjne starcia z czterema taliami są już graczom Wiedźmina doskonale zmiane. Dwa rzędy kart z określoną liczbą punktów siły i pancerza, które na zakończenie danej tury się sumują. Trzy tury, pierwszy gracz który wygra dwie z nich – wygrywa. Poza dwoma rzędami kart gracz ma do dyspozycji również specjalną „umiejętność/broń” Meve, która aktywuje różne efekty na polu bitwy i odnawia się co kilka tur oraz karty efektów (mgła, pożar) oddziałujące na dany rząd po stronie przeciwnika. Na pochwałę zasługują mocno złożone zależności między poszczególnymi kartami, które na początku potrafią naprawdę mocno zdezorientować. Starcia są dość ciekawe, ale w pewnym momencie stają się dość proste ze względu na kiepską sztuczną inteligencję i częściej cieszyły mnie puzzlowe łamigłówki niż tradycyjne potyczki. Niestety te z kolei czasem są kompletnie nieczytelne, a zasady rozgrywki i zwycięstwa niejasne.

Audio i wideo

Krótko i na temat – udźwiękowienie polskiej wersji gry dla mnie wymiata. Dialogi i ich odegranie, klimatyczna muzyka i efekty dźwiękowe potyczek sprawiają, że czułem się jakbym faktycznie podróżował przez uniwersum stworzone przez Sapkowskiego. Napotykani chłopi mówią gwarą, narzekają na podatki i drobne problemy, podczas gdy szlachta używa zupełnie innego języka. Dźwięki wydobywane przez potwory również robią robotę, a całości dopełnia nieco baśniowy lektor. Mnie się podoba.

Wizualnie już tak kolorowo nie jest. Gra ma świetne, klimatyczne momenty jak lekko animowanee cutscenki 2D, ale samo podróżowanie po świecie jest mało efektowne. Komiksowa stylistyka gry jest oczywiście oszczędna, ale nieco brakuje tu różnorodności i detali. Nierówno jest również podczas samego Gwinta. Fajne animacje kart kłócą się z przeciętnymi tłami i kiepskimi animacjami przywódców starć. Mogło być znacznie lepiej.

Podsumowanie

Nie oszukujmy się – Gwint nigdy nie podbije świata karcianek. Nigdy nie będzie to gra tak popularna jak Hearthstone czy Magic: The Gathering. Jest to ciekawa gra karciana, ale gra, która wymaga dołożenia jej otoczki fabularno/RPGowo/RTSowej otoczki aby przyciągnąć graczy zainteresowanych uniwersum Wiedźmina. Przyznam szczerze, że choć lubiłem Gwinta w Wiedźminie 3 i sporo godzin tam spędziłem, to po samego Gwinta Online nawet nie myślałem by sięgnąć. Po Wiedźmińskie Opowieści również nigdy bym nie sięgnął, gdyby nie wspomniana wcześniej otoczka fabularno/RPGowo/RTSowa. Chwała jednak REDom za to, że Gwinta ratują i że przyłożyli się do projektu – bo na dzień dzisiejszy gra się w to bardzo miło!

Wojna Krwi: Wiedźmińskie Opowieści nieodpłatnie do recenzji dostarczył CDProjekt RED